Flota

    This site uses cookies. By continuing to browse this site, you are agreeing to our Cookie Policy.

    • Lock: Bridgewatch
      Kontent: Ranking (GvG, ZvZ)
      Liczba graczy: 130+
      Discord: discord.gg/45YKBK6
      Rekrutacja: Discord
      Lider: IDeathWatchI

      Pozwólcie, że opowiem Wam pewną historię, która miała miejsce całkiem niedawno, a jest ona o człowieku - dopiero co był biednym włóczęgom przemierzającym świat Albion Online, a aktualnie jest jednym z najpotężniejszych wojowników!

      Młody John, niedawno wkroczył w świat AO. Szukał osób z którymi, wspólnymi siłami, mógłby się wzbogacić, brać udział w wielkich bitwach, zyskać szacunek i miano wielkiego wojownika! Jak się okazało John nie miał talentu do wojaczki, ba! Można by powiedzieć, że lubił wspomagać innych swoimi pieniędzmi, dając się głupio okraść, czy też stracić na bezsensownych inwestycjach... John tułał się po świecie, dołączał co rusz do kolejnych gildii z którymi miał nadzieję coś osiągnąć, jednakże wszędzie było tak samo, ludzie z którymi spędzał dnie byli tak samo niedoświadczeni w wojaczce jak on, co w skutku dawało przerażające rezultaty. Spotykał “boskich” dowodzących, którzy twierdzili, że znali wszystkie taktyki tego świata, przy okazji nie widząc dalej niż czubek swojego nosa! Niestety każdy kończył zawsze tak samo, przy okazji całą winę zrzucając na swoich podopiecznych…

      Po kilku miesiącach tułaczki, John zebrawszy w pocie czoła większą sumę pieniędzy, dołączył do kolejnej gildii. Tym razem miało być inaczej. Wielka gildia, z mocnym sojuszem, miała wielkie plany na podbój albionowskiego świata. A jak wiadomo, wojna nie jest tania. John, raz po raz wydawał swoje oszczędności na kolejne uzbrojenie, ponieważ każda walka kończyła się porażką, John jednak nie ustępował i zainwestował cały swój majątek w wojnę mając w głowie wielką wygraną i zdobywanie kolejnych wielkich terenów. Ufał wodzom bezgranicznie, pomimo tego, że w tym wyjątkowym sojuszu, znajdowali się ludzie, którzy z niego drwili, śmiali się, często go nawet obrażając. Niestety John jak zwykle zaufał złym ludziom. Odszedł z gildii, nie mając przy sobie żadnego ekwipunku, ani nawet srebra. Jedyne co mu zostało to wierny osiołek, który mu dobrze służył. Przemierzając świat John kolejny raz został napadnięty i stracił nawet swojego ukochanego osiołka. Został kompletnie bez niczego, miał już dość tego świata. Smutny i nagi usiadł na plaży wpatrując się w zachód słońca.

      Wtedy na horyzoncie dostrzegł wielki statek poruszający się w stronę lądu. Im bliżej brzegu się znajdował tym bardziej wyglądał majestatycznie. Jednakże to nie statek przykuł największą uwagę, a jego załoga. John bez chwili zwątpienia wiedział, że to nie są ludzie tego samego pokroju, których spotykał do tej pory. Do burty statku były przywiązane nieżywe ciała, które patrzyły swoimi martwymi oczami wprost na Johna. Ciężko uzbrojona załoga przybiła do brzegu, zarzucając swoją wielką kotwicę. Jeden z członków załogi, wysoko postawiony, z wielkim złotym łańcuchem, który niemal oślepiał Johna, podszedł do niego.
      - Wygląda na to, że jesteś gołodupcem. - I głośno się roześmiał. -

      - Posłuchaj no, szczurze lądowy, jesteśmy zlepkiem ludzi, z różnych stron świata, których połączyło morze. Sęk w tym, że tam osiągnęliśmy już wszystko, a tutaj na lądzie, widzę dla swojej załogi wielkie perspektywy! Mnóstwo durni, którzy mają za dużo pieniędzy! - Parsknął śmiechem - Coś mi się zdaje, że dobrze wiesz gdzie ich znaleźć. Przyłącz się do nas, w zamian dostaniesz kilka monet! - Śmiejąc się prawie się przewrócił. Jednakże w mgnieniu oka stał się poważny, a jego przenikliwe spojrzenie zmroziło krew w żyłach Johnowi. - Dołącz do nas, a pokażemy Ci co to znaczy bogate życie i wielkie bitwy, które przyniosą nam wszystkim sławę. Jeśli będziesz wystarczająco zaangażowany, nauczymy Cię rzeczy o których nigdy nie słyszałeś. My nie odpuszczamy, nie poddajemy się - wyciągnął swój wielki oręż i wskazał na martwe ciała, wiszące na statku - Grzebiemy w piach ludzi, którzy myślą, że są bogami tego świata. A co najlepsze, nie musisz wydawać pieniędzy na uzbrojenie, bo ludzie pokroju tych trupów są naszymi sponsorami! Mów więc, jaka jest Twoja decyzja?

      John wstając powiedział - Będę z Wami walczył, ramię w ramię, pokażę Ci gdzie przesiadują te sku*wysyny!

      Pół roku później


      Cofamy się! - Krzyknął Kapitan, biegnąc ile sił w nogach. Wprost za nimi biegła armia wrogów. -
      Zawsze tak robili. Cofając się w popłochu, dawali złudną nadzieję przeciwnikowi, że to oni mają przewagę i pełną kontrolę nad walką. To był ich styl walki, pozwalali myśleć przeciwnikowi, że są najlepsi, aby zaraz później pokazać im, w jak wielkim błędzie byli.
      Na mój znak! - krzyknął Kapitan - W tył zwrot! Formować szyk! -
      W mgnieniu oka cała armia natychmiast odwróciła się w stronę wroga.
      Do ataku! Zabić tych plugawych drani! Nie ma tu dla nich miejsca! W stronę bramy!
      Wojsko z wielkim impetem ruszyło na wroga, tratując i zabijając przeciwników po drodze. John był w transie, machając swoją halabardą raz po raz zabijał kolejnych wrogów. Armia dotarła do bram zamku, teraz czekało ich najtrudniejsze zadanie - zniszczyć bramę i wedrzeć się do środka.
      Młoty w dłoń! Zniszczyć bramę!
      Tankowie zaczęli pospiesznie wypełniać polecenia Kapitana, zaczynając rozwalać bramę.
      Wtem z murów zamku zaczęły padać wrogie strzały, które skutecznie trafiały w cel. Jeden z tanków upuścił młot w momencie gdy strzała przebiła mu lewą rękę na wylot,
      drugi leżał oszołomiony na ziemi od strzały, która trafiła go w hełm.
      Kusznicy! Bronić tanków, zdejmijcie tych parszywych drani!
      Kusznicy w moment zajęli pozycję i zaczęli przygotowywać się do strzału, jednakże zza pleców, prosto w stronę strzelców, mknęła armia.
      Do stu tysięcy beczek prochu! Zamykają nas! Formować się, kusznicy schować się za rycerzami!
      Niestety armia była za blisko, zaczęła się wpychać w szeregi kuszników.
      Do przodu! Bronić strzelców! Musimy im pomóc się do nas dostać! - Krzyknął Kapitan i z całą armią ruszył w stronę swoich pobratymców. John biegnąc widział mnóstwo martwych ciał wrogich jak i swoich kompanów. Raz za razem ze wściekłością ciął swoim mieczem wrogów, zadając celne ciosy, odbierające życie. Razem z Flotą nauczył się wielu rzeczy. Wychowali go na wspaniałego wojownika. Teraz ramię w ramię walczył razem ze swoją rodziną.
      Gdy w końcu udało się uratować strzelców, Kapitan spojrzawszy na pole bitwy, uświadomił sobie, że nie jest zbyt dobrze. Byli otoczeni przez wrogie wojska, które mknęły w ich stronę, a do tego z tyłu wciąż byli ostrzeliwani przez wrogich łuczników. Tankowie jednak się nie poddali, jeszcze moment i zniszczą bramę.
      Muszę zyskać na czasie, aby mogli przedrzeć się przez bramę, pomyślał Kapitan.
      Formować szyk! Nie damy im się tutaj wedrzeć, stańmy ramię w ramię jak bracia! Wychodziliśmy już z gorszych opresji! Za Flotę!
      I po tych słowach zaczęła rozbrzmiewać pieśń, która zawsze towarzyszyła wojakom w Marszu Śmierci. Nie są już Flotą, teraz są Niosącymi Śmierć.
      Jo ho, stańmy razem, śmierć nie dotknie nas,
      Żalu nie mamy, broń wznosim do góry,
      Wpie*dol spuścimy jak mało który.
      Dwa wojska z wielkim impetem zderzyły się ze sobą, nikt tutaj nie marnował sił, każdy walczył zaciekle o swój kawałek terenu, nikt nie odpuszczał. John walczył na granicy ze śmiercią raz po raz zabijając kolejnych przeciwników. W tym samym momencie tankowie zburzyli bramę.
      Wchodzimy do zamku!
      Wojsko zaczęło wdzierać się do środka i zabijać wrogich łuczników. Pozostała tylko armia na zewnątrz.
      - Zabijemy ich w przejściu, niech wchodzą!
      Wrodzy wojownicy próbując przedostać się do zamku raz za razem ginęli od strzał, bądź też celnych pchnięć wojowników. Została tylko garstka wojowników. Wydawać by się mogło, że się wycofują. Wtem jeden z nich szybkim ruchem minął kolejno trzech wojowników Floty, wzbił się w powietrze i poleciał prosto ze sztyletami w stronę Kapitana. Nie mógł tego przeżyć, był zbyt szybki. A jednak. John swoim impetem zdążył stanąć zabójcy na drodze do Kapitana i sam na siebie przyjął cios, zabijając przy tym wroga.
      John! - krzyknął Kapitan z przerażeniem, łapiąc upadającego wojownika wprost w ramiona. Widać było że upływa z niego życie, w jego oczach było widać coraz mniej życia.
      - Ka.. Kapitanie.. Ku chwale Floty.. Na zawsze w moim sercu..
      - Odsunąć się! - Krzyknął uzdrowiciel, który przybiegł do leżącego Johna i szybkimi ruchami opatrzył rany rannego.
      - Wyjdzie z tego cało. Będzie ciężko, ale da radę. To silny chłop!
      I tak oto John, stał się wielkim wojownikiem, który stawił czoła śmierci. Nigdy by to nie było możliwe gdyby nie jego gildia, Flota, która nauczyła go wszystkiego co powinien potrafić dobry żołnierz.
    • Dahlin wrote:

      f35ah46jt56326y2js wrote:

      Dahlin wrote:

      Prywatne szkoły w Polsce na razie reprezentują poziom bliski zeru, więc nikomu nie życzę, aby tam pracował.
      No popatrz, to tak samo jak BK, a również ludzie nie życzą aby tam nikt nie "pracował".
      Tak mi się przykro zrobiło, że się posikałem w majtki :/
      Z tego co mi wiadomo to przyjęło się że sika się ze strachu a nie jak jest przykro, no cóż, może jesteś bardziej specjalny niż się wydaje ;)